sobota, 9 października 2010

Cisza...

Jutro, czyli 10 października nadejdzie ten dzień. Dzień mojego bierzmowania. Mam nadzieję, że to będzie wyjątkowa chwila, że uda mi się ją tak przeżyć. Niech Duch Święty przemieni moje życie! Teraz potrzebuję tylko wyciszenia...

sobota, 2 października 2010

Bierzmowanie

Za kilka dni nadejdzie ten moment... Bierzmowanie - sakrament, który umacnia chrześcijanina, aby swoją wiarę mężnie wyznawał, bronił jej i według niej żył. Co mi on da? A może, co chciałabym żeby wniósł w moje życie? Mam jedno pragnienie... Bardzo chciałabym, żeby dzięki niemu nauczyć się mówić językiem miłości. Ale nie ot tak, ale żeby inni słuchając mnie, odkrywali Boga. Wiem, że to trudne do zrealizowania, ale możliwe.
Chodziłam przez rok na spotkania przygotowujące do tego sakramentu i zobaczyłam tam ludzi, dla którym Bóg nie jest ważny. Niestety... Przyjmują bierzmowanie tak na wszelki wypadek, może kiedyś się przyda. A ja chcę inaczej. Chcę, żeby to było umocnienie. Skoro jest to sakrament dojrzałości chrześcijańskiej, to powinien on być przyjęty w niezwykły sposób. Nie na pokaz, bo tak wydaje mi się bez sensu. Zresztą dla mnie wiele rzeczy wydaje się nie mieć sensu...
Miałam za zadanie wybrać patrona. To był dla mnie wielki problem, gdyż nie chciałam się kierować tym, które imię mi się podoba, ale życiem świętego, które chciałabym naśladować. Po długim wahaniu wybrałam św. Julię Billiart. To nie była łatwa decyzja... Pewnie niektórzy teraz się zastanawiają, cóż wielkiego jest w wyborze imienia? W wyborze imienia, nic. Ale w decyzji towarzyszącego nam świętego, dla mnie jest.
Już niedługo otrzymam ten sakrament. Chciałabym, jak najlepiej przeżyć ten dzień. Tak by podobało się Bogu. Postaram się nie patrzeć na innych, lecz tylko na Niego. Mam nadzieję, że mi się uda...

niedziela, 26 września 2010

Spowiedź święta

Spowiedź, czyli sakrament pojednania. Po co został ustanowiony? Wielu moich znajomych twierdzi, że spowiedź przed księdzem jest niepotrzebna, wystarczy ta ogólna. Otóż ja się z nimi nie zgodzę. "Właściwie czemu mam się spowiadać duchownemu, który też grzeszy" - pytają, co ich motywuje, by nie pójść do tego sakramentu. Uważam, że klękając w konfesjonale, czy też w każdym innym miejscu, wyznając swoje słabości, spotykamy się z Bogiem. Ksiądz jest tylko "przykrywką". Czasem pomocną, fakt. Skoro nie baliśmy się zrobić coś złego, to dlaczego nie możemy powiedzieć o tym w konfesjonale? Czyżby strach i wstyd nas ogarniał? Warto się nad tym zastanowić...

Mam pewną historię dotyczącą spowiedzi i pewnego księdza, z którą się podzielę:
Przygotowywałam się do I Komunii, czekałam na nią z niecierpliwością, bo w końcu będę mogła przyjmować Jezusa. Wcześniej trzeba było iść do spowiedzi. Poszłam do Proboszcza, bo akurat spowiadał. Później chodziłam i chodziłam. Nie zależało mi na jakiego księdza trafię, ważne żebym skorzystała z tego sakramentu. Gdy któregoś dnia po Rocznicy I Komunii poszłam znowu do Niego, powiedział mi takie słowa: "Wiesz, ale staraj się nie popełniać tego samego grzechu co miesiąc temu". Pomyślałam sobie: "Więcej do Księdza nie przyjdę. Jak to jest, Ksiądz pamięta, co mówiłam miesiąc temu. Nie, więcej nie przyjdę". Udało się, nie byłam u Niego ok. 6 lat. Gdy 14.02.10 postanowiłam wybrać się do spowiedzi. Dzień wcześniej wróciłam późno do domu. Stwierdziłam, że pójdę do Kościoła, jak się obudzę. Mogłam iść na 8, 10, ale nie chciało mi się wstać i poszłam na 12. Weszłam do Kościoła i spostrzegłam, że spowiada jeden ojciec augustianin. Ucieszyłam się. No ale po chwili okazało się, że zamienia się z Proboszczem. No i się zasmuciłam, chciałam odejść. Ale zostałam... Poszłam i ta spowiedź była moją najlepszą, Ksiądz jak nikt inny mnie zrozumiał. Potem nawet byłam u Niego i wytłumaczył mi wiele spraw. No ale od lutego mijały miesiące i znowu omijałam szerokim łukiem Proboszcza, który siedział w konfesjonale. Wolałam pojechać gdzieś dalej. No ale coś mi mówiło we wrześniu: "Jest pierwszy piątek. Spowiada dwóch księży. Idź". Wiedziałam, że będzie spowiadać Proboszcz i taki inny ksiądz. Chciałam iść do Proboszcza, ale się bałam. Weszłam do Kościoła, pomodliłam się chwilę. Wyprzedziło mnie parę ludzi, ale Ksiądz czekał na mnie. Chociaż miałam pusty konfesjonał z innym księdzem. Ale Proboszcz chyba widział, że chcę iść do Niego. Poszłam i znowu przeżyłam niezwykle ten sakrament. To co mi mówił, jaką pokutę zadał, nie taką zwykłą, taką nad którą trzeba dłużej pomyśleć. Dało mi to dużo do myślenia. Uświadomiłam sobie, że zrobiłam wielki błąd, ogromny w moim życiu. Bardzo teraz tego żałuję. Tych 6-ciu straconych lat. Najgorsze jest to, że w ciągu tego czasu nie spotkałam żadnego duchownego, który by tak do mnie przemawiał, jakbym słyszała Jezusa, u którego spowiedź byłaby naprawdę czymś wielkim.

Dla Was może ta historia nie jest żadną szczególną. Dla mnie i owszem. Jeśli macie blisko siebie duchownego, który do Was przemawia, nie szukajcie innego. Z pewnością nie znajdziecie lepszego... Nie tłumaczcie sobie: "On mnie zna.", to nie jest żadna wymówka. A jeśli ksiądz nas zna, może bardziej pomóc, zrozumieć. Życzę Wam, byście znaleźli takiego duchownego w swoim życiu. Mi się udało.


"
Jeśli chcesz zdobyć prawdziwe szczęście, musisz przeznaczyć wszystkie siły na dążenie do celu zgodnego z twoim powołaniem."
William Cowper

sobota, 25 września 2010

Smutek

Przygnębienie często nam towarzyszy. Czasem przez inną osobę, czasem przez nas samych. Niestety ten stan gorzej znieść, jeśli jest zadany przez naszych "przyjaciół". Niby zawsze wspierają, ale potrafią sprawić, że dzięki ich "pomocy" odechciewa nam się wszystkiego. Sama muszę przez to przechodzić. Najgorsze jest to, że te słowa były dla mnie tak dobitne, że ciągle o nich myślę. Wiem, powinnam zawierzyć wszystko Bogu. Próbuję, ale nie zawsze wychodzi. Z dwóch stron słyszę: "Idź za mną". Staram się wybrać tą właściwą, tą pochodzącą całkowicie od Boga. Ale wierzcie, to nie takie proste. W szczególności mając tych wszystkich "życzliwych" ludzi. Przez smutek podobno łatwiej dostrzec radość. Chciałabym, żeby tak było. Proszę, bądźcie przy mnie. Nie fizycznie, ale duchowo. To dla mnie ważne.


"Najlepszym przyjacielem jest ten, kto nie pytając o powód smutku, potrafi sprawić, że znów wraca radość."
Giovanni Melchiorre Bosco

piątek, 13 sierpnia 2010

Młodzi a religia

Wielu młodych ludzi nie interesuje religia. Bóg nie jest dla nich ważny, lepiej gdy znajduje się gdzieś daleko. Chciałabym poruszać kwestię lekcji religii. "Po co w ogóle ten przedmiot? To strata czasu." - te słowa często mogłam usłyszeć w swojej szkole. W sumie nie ma, co się dziwić. Jeśli chodzi się na te zajęcia z przymusu, to faktycznie jest to trochę bez sensu. Ale z drugiej strony, może to być jedyny kontakt z religią. Może dzięki tym sporadycznym lekcjom niektórzy przypomną sobie o Bogu. Wydaje mi się, że do Boga ciężko jest zachęcić. Często dyskusje, czy inne pomysły na dobrą katechezę mijają się z celem, bo uczniów po prostu Bóg nie interesuje. Spychany jest na sam dół, bo są "ważniejsze sprawy". Pewnie potrzeba jeszcze dużo czasu na zmianę nastawienia do tego przedmiotu przez młodych ludzi, o ile w ogóle ona nastąpi...
Czasem może być to wina nauczyciela. Zniechęca do wiary, prowadzi nieciekawe zajęcia. Ale pedagog nie powinien być całkowitą przeszkodą w odkrywaniu Boga. Jest przecież Kościół. Nie warto zwalać winę na nauczyciela. Może jest tam też nasz błąd. Spróbujmy go dostrzec...


"Aby wiara nasza nie opierała się na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej."
1 Kor 2,5

czwartek, 12 sierpnia 2010

Wakacje z Bogiem

Wielu z nas wyjeżdża na wakacje. Dzieci jadą na kolonie albo na wyjazdy z rodzicami. Cieszą się z wolnego czasu, mogą odpocząć od nauki. Niestety wiele rodzin w tym czasie zapomina o Bogu. Zafascynowani pięknym potokiem, czy wysokimi górami. W niedzielę nie idą do Kościoła, bo za daleko, bo się nie chce. Ale cóż to za wakacje? Bez Boga, bez modlitwy...
Jak przez mgłę pamiętam swoją pierwszą kolonię. Było to 6 lat temu. Wyjazd organizowany był z mojej parafii, pojechaliśmy do Poronina. Codziennie modlitwa, Msza Święta. Wtedy cieszyłam się z odpoczynku od domu, teraz wiele bym dała, żeby taki wyjazd powtórzyć. To niezwykłe uczucie spotykać się na wycieczce codziennie z Bogiem.

Pamiętajmy o modlitwie, niech nasze wyjazdy będą przepełnione obecnością Boga.



"Nie zapomnij o Bogu, nawet gdy jesteś daleko od domu."
myśl własna

niedziela, 8 sierpnia 2010

Ksiądz

Wiele młodych ludzi uważa, że księża i Kościół są niepotrzebne. Mają pretensje do nich z błahych powodów. Czemu? Sama nie wiem. Osobiście myślę, że księża wiele mogą wnieść w naszym życiu.
Często księży traktujemy jako osobę, która odprawia tylko Mszę Św. i spowiada. Jednak jest inaczej. Wielu z nich możemy traktować jako przyjaciół. Doradzą, pomogą w życiu duchowym. Dla mnie młodej osoby takie zachowanie jest godne uznania. Miałam takie szczęście, że spotkałam takich duchownych, co zawsze znajdą czas i podtrzymają na duchu. Wiele wnieśli w moim życiu. Dzięki Nim zrozumiałam, co to jest wiara, dla kogo warto żyć. Ale ksiądz może być także autorytetem, w szczególności tym duchowym. Pokazując nam, jak należy postępować, by być bliżej Boga. Zapewne gdybym spotkała innych duchownych, miałabym inne zdanie na ten temat. Ale moje życie tak zostało pokierowane, że to właśnie oni stanęli na mojej drodze.

Dziękuję wszystkich duchownym, którzy pokazują mi drogę do Boga, znajdują dla mnie czas. To dla mnie bardzo ważne, bo dzięki temu mogę lepiej zrozumieć wiarę.



"Gdy widzimy, co ludzie wyprawiają z Kościołem, z Chrystusem żyjącym w Eucharystii, ze Mszą świętą, Ewangelią, Krzyżem, mówimy, że Bóg był bardzo odważny, powierzając to wszystko ludziom."
Kard. Stefan Wyszyński